sobota, 10 października 2020

notka ur.

Zanim weźmiesz się za czytanie, tak tak to jest mój prezent dla Ciebie, znaczy miał być. Tak blefowałam, i miałam z tego ubaw. Jak już stwierdziłaś, że Ci na tym nie zależy, to postanowiłam nie kontynuować i zostawić to w takim nie dokończonym stanie. Żal mi trochę jednak było pracy włożonej w to, więc proszę, chociaż ty to zobaczysz. No i 100 lat. Nie chce nic mówić ale jeszcze 10 lat i będziesz w 1/4 życia o ile dożyjesz do setki.















To nie będzie kolejna miłosna historia. Nikt, nie umrze, nikt nie odda za nikogo życia. Nikt, nie rozbije się o górę lodową.  Nie będzie to zwykła opowieść…. Nie nie odjedziemy do Hogwartu, nie zawalczymy u boku Froda o przyszłość  Narnii, nie spotkamy kapitana Jacka Sparrowa walcząc przeciw Lokiemu i przybyszom z Azgardu. Nie odkryjemy Nibylandi ani na dna Antarktydy. To będzie najnormalniejsza historia najbardziej nienormalnej dziewczyny, zatrzymując pozory normalności w nizbyt normalny sposób.

Chodzę do szkoły, różne stopnie zbieram. Szóstki i piątki, i jedynki nieraz. Uczę się dzielnie od niedzieli do soboty. Lecz ciągle po głowie mi chodzi taki motyw: - podąrzając za tekstem piosenki, dziewczyna rozpoczeła kolejna z kolei runde karaoke. Nie musiała długo czekać na akompanient przyjaciółki, która dołączyła przy refrenie, mieszając tak bardzo różne głosy. Nie zamiartwiały się , w jakim stopniu przesycone było to fałszem, wszakże były tak zajebiste, że ich barwa głosów nie mogła  im tego umniejszać. Skromnie mówiąc, mogłyby w sumie wygrać X-Factora i inne tego typu programy... gdyby im się tylko chciało. Czujcie, to poświęcenia, pozwalają zabłysnąć innym. Pałeczkę przejeła druga dziewczyna, by pochwili obie mogły złączyć się ponownie, już mniej zgranie ale hej spokojnie ich duma wyszła bez szwanku. Ich jedyna słuchaczka i tak była zbyt zajęta, czytaniem i pochłonięta swoją własną muzyką. Gdy znalazły się przy końcówce, zgrzane od tańca w rytm muzyki, jakże ogólnie typowych scenicznych zobowiązań. Musieli przecież rozgrzać publiczność. I - Że jeszcze tylko: No co? nic już nie zostało? To znaczy... - Blondynka wystawiła ręce w przód, zachęcając jedyną słuchaczkę, do przyłączenia się. Widząc ją zaabsorbowaną książką, odwróciła się do stojącej obok dziewczyny. Jakby, w ogóle nie przejęta zachowaniem "publiczności" dołączyła się do niej - Wakacje, znowu są wakacje. Na pewno mam rację wakacje znowu są.Wakacje, znowu są wakacje. Na pewno mam rację wakacje znowu są. - Zwiększyły barymetr głosu, jakoby oznajmić że zbliżają się ku końcu i robią wilekie zakończenie, jak na gwiazdy przystało.  Wraz z ostatnimi słowami piosenki czerwonowłosa upadła na kolana, wyrzucając ręce ku górze, robiąc charakterzystyczny znak, jej ulubionego wokalisty. Druga dziewczyna, uważając to za zbyt duży wysiłek, i jeszcze by sobie ciuchy poniszczyła. W zamian, tego, nie chcąc być gorsza, przecież jej nie mogło ominąc tak wielkie zakończenie... nie jej. Wypychając lekko prawą stronę w tył, nie ruszając lewej nogi nawet o milimetr. Spierając cały ciężar ciała na lewej nodze, prawą wyprostowała rozjeżdżając z nią lekko w przeciwną stronę. Oparła lewą rękę, o lewe biodro, drugą wyrzucając w górę. Stały tak chwilę, aż melodia się skończy. Nie spodziewały się że piosenka się jeszcze nie doczekała końca. Lekkie zdziwienie, a usłyszane następne słowa, zrechablitowały je do przyjęcia pozycji startowej. Gdy to już uczyniły, czerwona kreseczka, wskazująca w którym miejscu piosenki się znajdujesz, stykneła się z końcem, ukazując propozycji, innych piosenek. 
- Jak już skończyłyście to może, w końcu oglądniemy film zamiast katować sąsiadów - głos postanowiła zabrać brunetka, która niezmiernie cieszyła się, że nareszcie skończyły swoje przedstawienie. Nie, żeby przejmowała się sąsiadami, w sumie nie była nawet pewna czy tak owych ma, ale no jak nie zainterweniuje wcześniej, to jest duża możliwość, że i ją wciągną w tą zabawe. Czego zbytnio nie chciała. Nie miało się tu nic do tego, jej lubię, czy nie lubie karaoke, tylko poprostu te dwie nie przyjmują tego tylko jako śpiewania, a jej się tak nie chciało ruszać z tej kanapy, wygodnej trzeba przyznać. 
- Pani Horigoshi, niedosłyszy nawet jeśli będziesz stać milimetry od niej - Trzeba było przyznać racje, staruszka mieszkając tuż obok, miała trudności w dosłyszeniu wszelakich próśb, zastrzeżeń czy innych informacji. 
- Nie mów, ta kobieta ma słuch doskonały, dosłyszała ostatnio naszą rozmowę z Hidanem, nie omieszkała nam wypomnieć, jaka to teraz młodzież jest okropna. Po za tym, hej to ona jest pierwszą która zna wszystkie ploteczki w okolicy - Przedmówczyni westchnełą. No hej ona tu próbuje ukazać prawdziwość swoich argumentów, rozpocząć plan, wciągnięcia w to wszystko tego lenia. A tu wyjeżdża jej z tak, absurdalnymi - choć prawdziwymi- przekonaniami. Posłała czerwonowłosej, mordercze spojrzenie. 
- Po za tym, może ten twój przystojny sąsiad przyjdzie nas upomnieć - Poruszyła z rozbawieniem brwiami. We wszystkim trzeba szukać pozytywów. Pozostałe dziewczyny spojrzały na nią z zażenowaniem i politowaniem jednocześnie. Tajemnicą nie było, że owy sąsiad wpadł w oko, blondynce. 
- Ale, wiesz on jest już zajęty - kontynuacją zajeła się czerwonowłosa, brunetka ten temat sobie już dawno odpuściła. Rozmawia, przecięż z blondynką, takiej do rozumu nie przemówisz. Dlatego, dla żadnej z nich nie było zdziwieniem, jak z zacięciem twierdziła, że dziewczyna to przecież  nie szafa, można przestawić. - Nie przez Kobietę - dodała, chcąc dać jej jasno do zrozumienia, że jej szanse są no zerowe. 
- Nie Nie Nie, nie możliwe. To napewno nie prawda - opadła, na sofę, obok przyjaciółki, przyswajając tą myśl do siebie, nie obyło się od płaczu, desperackich krzyków czy choćby mini zawału serca. Spoko, nic jej nie jest. 


Komunikacja miejska, jest czymś czego Naomi, omija z daleka. Żeby miała dzielić dwutlenek węgla z więcej niż 3 osobami, jadąc gdziekolwiek. Dobre sobie.  Ale w końcu każdemu musi się trafić Piątek 13, zwłaszcza po 17 latach. Wszechświat mógłby być w końcu sprawiedliwy, wobec normalnych ludzi. Wycignięta na zakupy, do jednej z większych galeri w Tokio, musiała obniżyć standardy. Nie miała, zbyt dużo do gadania, gdy w role wchodziły sklepy z ciuchami. W takich sytuacjach Ayumi, jest nie do przekonania i ma swoje sposoby by było jak chce. Po obfitych zakupach, udanych może nie dla wszystkich ale udanych. Po przejściu nie zliczoną ilość  metrów, gdzie już niedługo po wyjściu z ogromnego budynku dostały lekkeij zadyszki, z wielką radością powitały przystanek tramwajowy. Naomi, omiotła okolice wzrokiem. Jakieś stare  budynki, przystanek za czasów drugiej wojny światowej i jeszcze ta okolica. Najdziwniejsze w tym wszystkim był dla niej fakt, że to ona ma czekać na ten tak zwany tranwaj. Hello, to na nią się czeka. Wręcz nie dopuszczalne. Próbowała sobie przypomnieć, jak właściwie dała się na to namówić, doszło do przykrego stwierdzenia.Została oszukana. Ona. To było, niedorzeczne, nie nawet gorzej to był plagiat. Tylko Naomi, może, szntażować, naginać prawdę, lub manipulować. Takie coś przeciwko niej? Śmieszne, powinno być nawet karalne, już ona sobie porozmawia z ojcem na tn temat. Niechętnie usiadła, na ławce uprzednio kłądąc pod tyłek bluze Ay. Zapewno i tak nie była tak kosztowna, jak jej rurki. Siedziały tak sporą chwilę, rozmawiając na różne tematy, nie omieszkając ponabijać się z ludzi.  Kiedy w końcu nadjechał, odziwo upragniony pojazd, bez żadnych skryupułów, wepchały się na chama jako pierwsze, jak najszybciej zajmując miejsca. Jeszcze brakowało, by stały. Droga, płyneła im w miłej atmosferze, dość zabawnej no i rozgadanej. Dwie postacie, zdążyły zarezerwować miejsca obok siebie po prawej stronie, Ayumi, w szybkim tempie bez skrupułow, usiadła na miejscu po drugiej stornie dziewczyn, wyprzedzając o kilka sekund babke po 40, która nie patrzyła na nią przychylnym wzrokiem. Gdy już zajeła miejsce, wraz ze swoimi 10 torbami zakupów, kobieta prychneła, odchodząc kawałek dalej Tak te dwie mendy nie chciały jej pomóc. Ich rozmowę, przerwał wchodzący do przedziału kanar. Naomi, była nie mało zdziwiona widząc ów człowieka, gdy została szturchnięta, przez Lunę, która powiedziała by przygotowała bilet, ta się skrzywiła. Zajeło jej chwilę, by przypomnieć, że kupowały je nie dawno w pobliskim kiosku. Z wyraźną ulgą, wyciągła, pomięty papierek z tylniej kieszeni. Naszczęście, skasowała, choć do końca tego nie pamiętała, ale no by skanowany to się liczyło. Mimo zabawności tej podróży, musiała stwierdzić, że jeżdżenie tramwajem nie jest jej pisane. Niby nawet koncert dali na tyłach, ale to i tak tylko trawmwaj. Tak już bywa. Ludzie, tacy jak ona są skazani na wielką przyszłość. Naewt jeśl miałoby to byś opieprzanie się przed  ekranem, w domowej sali kinowej.


"*Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu... 
- Hej chwila chwila, to nie miała być historia o miłości 
- Zamknij mordę Hidan, psujesz moment romantyzmu - Hidan, nawet pod piorunującym wzrokiem autorki, nie wyglądał by miał ulec. - Przymnkij się, bo znikniesz z opowiadania, Znaj swe miejsce, 
- O Jashinie, baba będzie gadać o miłości, to będą flaki z olejem 
- Słyszałam. No a teraz na czym to ja skończyłam.... No dzięki, teraz musze zacząć wszystko od nowa. 

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje (...)

Miłość, wydawałaby się nie istnieć w słowniku Naomi. Ona, zakochana, tracąca rozum dla faceta? Nie Nie nie nie Naomi i miłość, to dwa słowa, które nigdy nie miały znaleźć wspólnego spójnika. Nagle, wszystko staje pod znakiem zapytania, a ona jakby z satysfakcją, utwierdzała w jak wielkiej niewiedzy ludzkość nadal żyje. Coś niespodziewanego staje się normą. Miłość grając z przekonaniem o swoje racje, wygrała zabierając do swego grona dwie następne duszyczki. Miała, ona potężną moc, potrafiła rozgrzać nawet najzimniejsze serce. I nagle nie możliwe staje się możliwe. 
Mimo, dobrze zapowiadających się początków, jak i znalezieniu wspólnego języka pomiędzy tym dwojgiem, nikt nie przypuszczał, że może ich połączyć coś więcej niż przyjaźń. Akatsuki, byli kojarzeniu z bycia typem grupy, nie mającego nic wspólnego z związkami stałymi. Coś niby miało ich ograniczać. No proszę, przecież to Akatsuki, to oni wyznaczają zadania. Pomijając, tą ich całą pojebaność, to byli spoko, nawet bardzo spoko. Byli poniżej pozimu intelektualnego Nam, ale zrobiła dla nich wyjątk przyjując do grona znajomych. Zadziwiło ją to, że tak bardzo barwną osobowość może posiadać sam lider grupki. A rozmowa może sprawić jej przyjemność, a nie tylko rozbawienie.  Połaczyło ich silne uczucie. Miłość, nie była to jednak jak z filmów. Żadne z nich do końca się nie zmieniło, przynajmniej z zewnatrz, a sam związek pozostawał przez długi czas zwykłymi domysłami. 

Ta dwójka nigdy nie była, zwyczajną parą, chodzącą za rączki, całującą się na każdym kroku i czy chwaląc się swymi uczuciami w okół. Publicznie zmniejszali to do minimum, by móc oddać się rozkoszy miłości, w czterech ścianach pokoju chłopaka. Nie jest to miłośc zakazana. Zapewne, nie bylby pobłogosławiony przez ojca dziewczyny. Ale czy w ogóle ktoś zamierzał mu mówić?  Byli tak normalną parą, że aż ich przyszłość, wydawała się tak bardzo do przewidzenia. 

- Pain, ty cwelu jeden rusz tą swoją leniwą dupę, i przyjdź mi pomóc z tym je... jeszcze nie skończonym obiadem - krzykneła w stronę opierniczającego się na kanapie męża. Podała serek dziecku siedzącemu w pobliskim foteliku. Do czego to doszło,żeby to ona gotowała, sprzątała, zajmowała się dziećmi, domem a ten idita, debil, kretyn, dupek, drań, szowinistyczna męska świnia siedziała i oglądała mecz. Ona, jest kobieta nie jakąś kurą domową. Może, i nie dokońca sprawdzała się w roli gospodyni domowej, no ale i tak jej idzie lepiej niż na początku. Postępy można było zauważyć nie tylko w praniu które robiła - już nie farbowała białych mieszajac je z czarnymi czy kolorami - ale także, w gotowaniu, teraz jest już na poziomie zjadliwe. Wielkie progres, w kierunku żona i pani domu w jednym. 
- Idę Idę, co ty się tak drzesz - Pain, wchodząc do kuchni nie zdziwilł się widokiem jak zastał. Bałagan, wszędzie. Nawet kroiona uprzednio pietruszka wylądowała na płytkach kuchennych.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz